|
Karp na lądzie
Treść artykułu będzie pomocna przede wszystkim początkującym karpiarzom, gdyż to właśnie oni popełniają często liczne błędy i nie do końca właściwie postępują, mając już okaz na brzegu. Nie robią tego oczywiście umyślnie, ale zazwyczaj są zbyt podekscytowani i przejęci swoimi pierwszymi sukcesami, by spokojnie i właściwie postępować ze swoimi zdobyczami. Nie mniej jednak znam wielu doświadczonych łowców, którzy mając głęboką wiedzę i potrafiąc wędkować bardzo skutecznie, niestety nie przywiązują należytej wagi do traktowania ryby na brzegu.
Jedną z głównych idei współczesnego wędkarstwa karpiowego jest wypuszczanie karpi i amurów. To wspaniale założenie, którego przestrzeganie daje wiele satysfakcji oraz umożliwia nam - karpiarzom spotkania z tymi samymi miśkami w przyszłości. Ważne jest jednak, aby nasi ulubieńcy wrócili do wody w jak najlepszym stanie, a to nieodłącznie wiąże się z tym, co ma miejsce na brzegu. Kierując się po prostu wyobraźnią, łatwo wywnioskować, że fakt zacięcia i wyholowania ryby nie stanowi dla niej raczej przyjemnego doświadczenia. Idąc dalej, można wysunąć tezę, że niewłaściwe zabiegi na brzegu mogą tylko spotęgować negatywne odczucia karpia. Skoro tak, to kluczową sprawą powinno być dla nas to, by z troską i dbałością przeprowadzać wszelkie niezbędne zabiegi brzegowe, by w miarę możliwości maksymalnie uprzyjemnić rybce " pobyt w suchości". Przyjmuję, że ogólne zasady postępowania ze zdobyczą są znane wszystkim. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewne niuanse mające, moim zdaniem, ogromne znaczenie. Analizując popełniane kiedyś własne błędy, chciałbym ustrzec przed ich popełnianiem młodych karpiarzy.
Wcześniejsze prognozowanie specyfiki holu
Krótko mówiąc, chodzi o to, czy holować rybę szybko i dynamicznie, czy też długo i spokojnie. Wbrew pozorom, ma to duże znaczenie (szczególnie w przypadku amurów). Łatwo zauważyć pewną prawidłowość. Siłowy i szybki hol powoduje, że często będąca jeszcze w szoku ryba, dopiero na brzegu pokazuje, na co ją stać. Zwiększa to ryzyko obić, zranień, utraty łusek. Ryba holowana długo i spokojnie, taka, która uprzednio wyszalała się w wodzie, zazwyczaj leży na macie potulna jak baranek. W moim przypadku strategia ta ma zastosowanie głównie w przypadku amurów, w następujący sposób:, Jeśli dysponuję aparatem foto i decyduję się wypuścić okaz zaraz po jego uwiecznieniu na zdjęciu, wybieram hol długi i spokojny (o ile to oczywiście możliwe - brak przeszkód i zaczepów), ponieważ mam pewność, że po wypuszczeniu ryba szybko wróci do pełni formy, wypływając na otwartš wodę. Jeśli zaś (zazwyczaj z powodu braku sprzętu foto) podejmuję decyzję o krótkotrwałym przetrzymywaniu ryby, wybieram hol szybki i dynamiczny. Amur, który zachował pewien zapas sił szybciej dojdzie do siebie trzymany w worku w strefie przybrzeżnej (słabsze dotlenienie wody). Oczywiście powyższe prognozowanie holu może mieć miejsce tylko w specyficznych warunkach (czysta woda, brak zaczepów, wytrzymałość sprzętu, itp.).
Przetrzymywanie ryby w worku karpiowym
Starajmy się w jednym worku przetrzymywać tylko jedną rybę. To zasada ogólnie znana. Chciałbym jednak zwrócić szczególną uwagę na fakt przetrzymywania amurów. Uważam, że jeśli to tylko możliwe, nie powinno się w ogóle trzymać amurów w worku. Te waleczne i silne podczas holu ryby są niestety bardzo słabe na lądzie i narażone na śnięcia przy zbyt długim przetrzymywaniu. Jeśli nie mamy przy sobie sprzętu fotograficznego, postarajmy się poprosić kogoś zaufanego o przybycie i zrobienie nam zdjęcia, abyśmy nie musieli "wodować" amura dłużej niż 1, max 2 godziny. Rozmawiając z karpiarzami podczas wyjazdowych zasiadek, wymieniając doświadczenia, słyszałem o zgoła odmiennej sytuacji. Ponoć specyfika niektórych łowisk (zapewne składniki wody) powodują, że silne amury przetrzymywane w nocy, były w stanie wydostać się z nieodpowiednio zabezpieczonych worków. Kierując się jednak specyfiką własnego łowiska, stwierdzam, że miewałem czasami problemy z przywróceniem do pełni formy amura przetrzymywanego zaledwie przez 2, 3 godziny. Zwróćmy uwagę na ten aspekt, w szczególności w porze letniej, gdy woda ma wysoką temperaturę i mniejszy stopień natlenienia w strefie przybrzeżnej.
Karp na macie
Zachowanie karpia na macie zazwyczaj można przewidzieć już o wiele wcześniej. Ryba położona na macie bezpośrednio po wyciągnięciu z wody, zazwyczaj jest zmęczona walką i na macie zachowuje się spokojnie. Karp przetrzymywany w worku przez całą noc, zazwyczaj odzyskuję pełnię formy i energię do tego, aby wyciągnięty na matę wykonywał liczne "powietrzne ewolucje". Świadomi tego powinniśmy wówczas zachować szczególną ostrożność. Kładąc rybę na macie (namoczonej wcześniej wodą) pamiętajmy o włożeniu jej głowy w kieszeń wewnętrzną, bądź, jeśli mata takowej nie posiada, o przykryciu głowy np.: mokrym workiem karpiowym. To uspokoi rybę. Zwróćmy uwagę na to, gdzie umiejscowimy matę. Jeśli mamy do wyboru twardą, ubitą ziemię i miękką, wysoką trawę, połóżmy matę na odpowiednio lepiej amortyzującym podłożu. Jeśli zdarzy się, że szalejący karp "wysmyknie" nam się z maty to przynajmniej znajdzie się na miękkiej trawie, a nie na twardej ziemi - narażony na obicia i dodatkowo obtoczenie w piachu. Emocje i podekscytowanie młodych karpiarzy, którzy pierwszy raz widzą na oczy potężną rybę - i to w dodatku własnoręcznie złowioną, generują często nie do końca przemyślane zachowania. Sam miałem okazję przekonać się o tym na własnej skórze. Obserwując spokojnie leżącą na macie rybę, odchodziłem na bok podejmując inne czynności. Wtedy nagle spokojnie leżący karp "ożywał". Proponują, więc, aby zawsze jedna z osób zostawała przy macie pilnując karpia, podczas gdy druga nabiera wody, udaje się po wagę, itd. (zasiadki z kompanem). Jeśli zwykliśmy "zasiadać" pojedynczo powinniśmy wykazać się refleksem i czujnością, zawsze wtedy, kiedy zachodzi konieczność oddalenia się od maty. Pamiętajmy, że ryba leżąca na macie znajduje się w obcym dla siebie środowisku. Aby zapewnić jej ochronę i uczynić jej pobyt na lądzie w miarę komfortowym, polewajmy ją od czasu do czasu wodą, nie zapominając o tym, żeby część wody kierować również pod pokrywy skrzelowe. Polewanie wodą nabiera szczególnego znaczenia, kiedy pali słońce, a z nieba leje się żar. " Nawadnianie" rybki ochroni wówczas jej zewnętrzną warstwę skóry i umożliwi jej bezawaryjną produkcję śluzu ochronnego.
Prezentacja i fotografowanie karpia
Aby zaprezentować okaz przed okiem obiektywu, musimy go najpierw odpowiednio chwycić i unieść ponad matę. Odpowiedni i pewny chwyt umożliwi nam przejęcie pełnej kontroli nad ruchami ryby i pozwoli uniknąć problemów, które pojawiają się wtedy, gdy wykonujemy tę czynność niewłaściwie. To, czego robić nam kategorycznie nie wolno, to umiejscawianie palców pod pokrywami skrzelowymi ryby, gdyż grozi to uszkodzeniem delikatnego narządu, jakim są skrzela. Najczęściej stosowany i chyba najwłaściwszy sposób trzymania ryby, polega na powolnym i delikatnym wsunięciu pod nią dłoni ( od strony głowy i ogona ) i umiejscowienia między swoimi palcami płetw: odbytowej i piersiowej. Przedstawiając naszą zdobycz " fotografowi", który będzie się starał zrobić nam jak najefektowniejsze zdjęcia, zwróćmy uwagę, aby, rybka cały czas znajdowała się nad matą. Jeśli pozujemy do zdjęcia w wodzie, trzymajmy ją również w stosunkowo niewielkiej wysokości nad lustrem wody. Uśmiechając się do obiektywu i trzymając zarazem "miśka" w dłoniach, trzeba zachować czujność i gotowość na nagłe zmiany jego ruchliwości. Jeśli zdarzy się tak, że podczas pozowania rybka nagle "ożywa" nam w rękach, najwłaściwiej będzie wówczas położyć ją sobie na przedramionach, a jeśli to konieczne opuścić ją delikatnie na matę. Z prezentacją okazu do zdjęcia wiąże się jeszcze jeden dosyć ważny aspekt, a mianowicie fakt polewania ryby wodą podczas fotografowania. Czynność ta wykonywana powoli od głowy w kierunku ogona i na odwrót, pozwoli oczyścić skórę ryby z wszelkich zanieczyszczeń, a zarazem przyczyni się zapewne do lepszego efektu " foto".
Powrót do domu i czynności poprzedzające
Mając już największy "owoc" związany z faktem pobytu karpia lub amura na brzegu, czyli jego fotkę, możemy następnie pomyśleć o zwróceniu go wodzie. Woda jest, bowiem jego naturalnym środowiskiem i nie podlega żadnym dyskusjom fakt, że właśnie tam powinien nasz okaz wrócić, w nienaruszonym stanie i w doskonalej kondycji. Skróćmy do minimum czas przebywania ryby w środowisku atmosferycznym i nie przedłużajmy w nieskończoność chwil celebrowania naszego sukcesu. Przecież dla nas również nie byłoby przyjemne przymusowe przebywanie pod wodą, gdyby ktoś nas do tego zmuszał. Zanim jednak udamy się z naszą zdobyczą do wody, warto jeszcze pomyśleć o odkażeniu rybce rany po haczyku i ewentualnych innych zaobserwowanych urazów, takich jak otarcia, krwawiące ślady po wyrwanej łusce, przecięcia, krwawe ubytki w płetwach. Takie odkażenie zapobiegnie wszelkim infekcjom bakteryjnym poprzez dezynfekcję zranień. Spotyka się obecnie w asortymencie niektórych firm karpiowych specjalne preparaty przeznaczone do tego celu, np.: Clinic - firmy Kryston, czy First Aid - Moselli. Jedyną wadš takich preparatów może być ich zbyt wysoka cena, na co często zwracają uwagę młodzi karpiarze. W takim przypadku, preparaty firmowe można zastąpić niektórymi akwarystycznymi preparatami do odkażania (np.: MFC), których cena waha się w granicach kilku złotych. Użycie preparatu sprowadza się do zaaplikowania niewielkiej jego ilości w miejsce rany, dokładnego rozprowadzenia go w tej okolicy (np.: palcem) i odczekaniu krótkiej chwili. Mając już rybkę przygotowaną do drogi powrotnej, zabieramy ją do wody najlepiej na macie i z matą (nie ma konieczności posiadania specjalnej maty pływającej, zwykła mata również z powodzeniem utrzymuje się na wodzie). Częstym błędem popełnianym przy wypuszczaniu ryby do wody jest jej wkładanie do płytkiej wody, zaraz przy samym brzegu. Ryba nie dość, że ociera się brzuszną częścią o dno, to w dodatku znajduje się w strefie zmąconej ( np.: stopami wędkarza) wody. Taka woda, trafiając do skrzeli zmęczonej ryby nie pomaga jej niestety w szybszym powrocie do formy ( gorsze utlenowanie). Wejdźmy więc z naszą rybką przynajmniej do głębokości pasa i pozwólmy wodzie niewielkim strumieniem wpływać na matę, a zarazem do odtlenowanych skrzeli karpia. Obejmijmy następnie karpia jedną dłonią za nasadę ogona, a drugą za płetwami piersiowymi i zanurzmy go całkowicie w wodzie. Mając zdobycz całkowicie zanurzoną, warto delikatnie poruszać nią w przód i w tył. Czynność ta poprawia dotlenienie narządów oddechowych ryby. To, co zazwyczaj następuje po wykonaniu tego zabiegu, to sygnały wysyłane przez karpia, który zgłasza już pełną dyspozycję i gotowość do startu. Objawia się to ruchami napędowymi wykonywanymi płetwą grzbietową. Nie pozostaje wówczas nic innego, jak tylko czule pożegnać rybkę i pozwolić jej w spokojnie i majestatycznie odpłynąć. Wielu karpiarzom przytoczone w artykule uwagi i sugestie mogą się wydać zbyt oczywiste, a czasami zbyt szczegółowe. Fakt, wielu z nas wykonuje wszystkie te brzegowe czynności podświadomie i automatycznie, bez dokonywania głębokich analiz myślowych. Niemniej jednak przekonany jestem, że wielu z Was znajdzie w nim, choć kilka cennych wskazówek, które potem wykorzysta w praktyce. Może będą to w większości młodzi adepci karpiowania? A może się mylę? Przecież nie tylko młodzi ludzie chcą i potrafią się uczyć i zdobywać nowe doświadczenia. Przecież nieustanne doskonalenie się i szlifowanie umiejętności to właściwie coś, co powinno cechować i cechuje każdego z nas, niezależnie od wieku. Mimo wszystko, mam głęboką nadzieję, że łowione i zwracane wodzie okazy, będą do niej trafiać w coraz lepszej kondycji, coraz lepiej traktowane przez karpiarzy na brzegu. Traktowane z należytą dozą czułości, delikatności, ostrożności. Traktowane tak, jak traktuje się godnego przeciwnika.
Daniel Szymański |
|